Uczta prawdziwych Wikingów – zgniły rekin i inne smakołyki

Islandia to kraj szalony i niezwykły, który zdumiewa nie tylko niezliczoną liczbą powalających na kolana krajobrazów. Gdy zdecydujecie się odwiedzić wyspę, zaskoczą Was więc nie tylko cudowne widoki, ale także i … posiłki. Kuchnia islandzka potrafi smakować znakomicie, czasem jednak może budzić w turystach naprawdę spore kontrowersje. Przybywając na nią już zacieraliśmy ręce na myśl o pałaszowaniu wybornie świeżych, dorodnych ryb i innych morskich przysmaków. Pierwsza biesiada w towarzystwie Islandczyków uświadomiła nam, że będzie tu w kwestii kulinarnej jeszcze ciekawiej.

Przed Wami święta trójca islandzkiej sceny kulinarnej. Nie są to jedynie atrakcje dla turystów spragnionych wrażeń. Islandczycy bowiem za tymi przekąskami wręcz przepadają i zajadają je z naprawdę dużą przyjemnością.

Hakarl Iceland Rotten Shark
[otw_shortcode_dropcap label=”1″ font=”Monoton” background_color_class=”otw-no-background” size=”large” border=”border” border_color_class=”otw-no-border-color” square=”square” label_color=”#8ac6cf” border_color=”#8AC6CF”][/otw_shortcode_dropcap]

Na pierwszy ogień Hákarl. Pod tajemniczą nazwą Hákarl, kryje się nie kto inny, a zgniły rekin. To prawdziwa kulinarna legenda, a chodzą słuchy, iż należy do grona najbardziej paskudnych przekąsek na świecie. Wielu zastanawia się, czemuż serwować go wyraźnie przegniłego, gdy w innych miejscach cieszy zmysły jeszcze świeżą postacią. Otóż Islandczycy zwykli konsumować rekiny grenlandzkie, których mięso nie może być podawane surowe z powodu zawartego w nich wysokiego stężenia mocznika. Dlatego też na wyspie wymyślono proces fermentacji usuwającej wszystkie te szkodliwe dla ludzi substancje. Po fermentacji następuje suszenie rekinich kąsków, lecz choć pozostawia się je na chłostę rozszalałego, arktycznego wiatru, to niestety końcowy produkt nadal posiada odstręczającą woń amoniaku. Krótko mówiąc jest to zapach, który dosłownie ścina z nóg.

Jeśli znajdą się odważni, którzy mimo wszystko będą chcieli się nim uraczyć, to napotkają go w formie przekąski nabitej na wykałaczki. Hákarl stanowi równiez doskonałą wymówkę do uraczenia się islandzkim trunkiem narodowym, czyli Brennivin. Brennivin zwana Czarną śmiercią jest kminkową wódką o bardzo charakterystycznym smaku. To kolejny produkt o wątpliwej, aromatycznej reputacji. Często tworzy z Hákarl doskonałą parę, a więc pełen brawury kęs, a potem równie ryzykowny łyk.

 

Svid Iceland Ship Head
[otw_shortcode_dropcap label=”2″ font=”Monoton” background_color_class=”otw-no-background” size=”large” border=”border” border_color_class=”otw-no-border-color” square=”square” label_color=”#8ac6cf” border_color=”#8AC6CF”][/otw_shortcode_dropcap]

Kolejnym rarytasem kuchni islandzkiej jest svið. Svið ma to do siebie, iż od pierwszego wejrzenia odstręcza i niepokoi, lecz obserwowanie z jaką ochotą i frajdą zajadają się nim Islandczycy potrafi fascynować. Svið to przepołowiona barania głowa gotowana po usunięciu futra i mózgu. Podawana jako cymes sam w sobie, a więc bez przypraw, sosów i najczęściej bez dodatków, a jeśli z nimi to z dwoma rodzajami purée – ziemniaczanym oraz z rzepy. Przekąska to mająca w sobie dzikość i pierwotność, prócz Islandczyków dla odważnych odkrywców i fanów kulinarnych kuriozów. A jeśli chodzi o doznania kulinarne, to Islandczycy twierdzą, iż najlepszą, najbardziej wyborną partią svið są oczy.

Na wyspie od wieków panował przesąd związany z baranimi uszami, na których to robiło się oznaczenia do kogo należy dana owca. Otóż svið podawany bez uszu mógł przyczynić się do wielu nieprzyjemnych plotek. Ten bowiem, kto zabierał się za jego zjedzenie w tej postaci, wedle zabobonu mógł być potem uznany za złodzieja.

 

Hardfiskur Iceland
[otw_shortcode_dropcap label=”3″ font=”Monoton” background_color_class=”otw-no-background” size=”large” border=”border” border_color_class=”otw-no-border-color” square=”square” label_color=”#8ac6cf” border_color=”#8AC6CF”][/otw_shortcode_dropcap]

Harðfiskur, czyli suszona ryba, którą najczęściej bywa dorsz. Jest dziś niemalże równie popularna jak wszechobecne islandzkie hot dogi. Harðfiskur można zakupić prócz marketów także i na każdej stacji benzynowej – Islandczycy wprost uwielbiają mieć je wciąż pod ręką. W tym przypadku kontrowersyjny bywa jej aromat, gdyż wrażliwszych na podobne zapachy może przyprawić o mdłości. Najgorszym etapem pozostaje otwarcie paczki, gdyż dosłownie eksploduje ona aromatem nie należącym do grona tych przyjemnych. Wyobraźcie sobie aromat targu rybnego w koncentracie. Gdy jednak woń z otwartego opakowania nieco się ulotni, rybki wyłoży się już na talerz, a potem otworzy okno i zdecyduje się wziąć pierwszy kęs, to naprawdę może być smacznie. Harðfiskur smakuje trochę jak rybne chipsy, a poza tym to niezwykle zdrowa, sycąca i pożywna przekąska. Na wyspie zajada się często z grubą warstwą apetycznie kremowego masła. Adam uwielbia harðfiskur, szczególnie ze szklanką piwa. Mnie natomiast ich zapach odrzuca, więc mówiąc szczerze jeszcze ich nie spróbowałam.

A Wy, czy mielibyście ochotę zmierzyć sie z którymś z islandzkich rarytasów? A może już próbowaliście?

Zostaw komentarz

https:
Co powiesz na 10% zniżki?
Lisek Bolli aż zamruczał. Zapisz się na nasz newsletter i odbierz 10% zniżki na Twoje pierwsze zakupy. Po przesłaniu formularza sprawdź swoją skrzynkę e-mail, również folder „spam”.
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingowych. Zgoda jest dobrowolna, lecz konieczna, aby zapisać się na newsletter. Więcej informacji o tym, jak będziemy przetwarzać Twoje dane, znajdziesz w polityce prywatności.
https:
What about 10% discount?
Make friends with our arctic fox Bolli :) Sign up for our newsletter and get 10% off your first purchase. After sending the form, check your inbox, spam folder as well.
I hereby agree to processing of my personal data by Bite of Iceland for marketing purposes. The consent is voluntary but necessary to subscribe to the newsletter. You can find more information about personal data processing in our privacy policy.